Miss Kim Chi

Do Miss Kim Chi wybierałem się już od pewnego czasu. W końcu to dosyć popularne wśród mieszkańców Warszawy miejsce, a całkiem niedawno była dosyć duża moda na Koreę.

Kiedy w końcu znalazłem chwilę, żeby się tam udać, okazało się, że znajduje się dosłownie rzut kamieniem od mojego obecnego miejsca zamieszkania.

Miss Kim Chi nie ma jakiegoś pokazowego lokalu. Jest niewielkie. Za to kolejki są porażające. Szczególnie względem wielkości lokalu. Zrobiłem nawet kilka zdjęć kolejce, w której stałem, ale nie udało mi się strzelić żadnej fotki bez dosyć wyraźnie widocznych twarzy osób w niej stojących. A teraz przecież RODO i te sprawy…

Po jakichś 10 minutach kiszenia się niczym ikoniczna, koreańska kapusta, od której restauracja wzięła swoją nazwę, dotarłem w końcu do lady. Tam pani pomogła mi skomponować mój boks, bo akurat zupy Kim Chi, po którą przyszedłem, nie było. Tak że duży plus za miłą obsługę, a minus za braki w menu.

Jeśli chodzi o komponowanie boksu – to dosyć ciekawa opcja. Można wybrać sobie danie, a potem uzupełnić je o różne dodatki z szerokiego wyboru widocznego za oszkloną ladą. Gorzej jeśli nie bardzo się wie, co właściwie jest smaczne..

Kolejne dziesięć minut kiszenia się w oczekiwaniu na jedzenie i powrót do domu z boksem. Restauracja wyraźnie nie radzi sobie z ruchem. Myślałem, że przyjemnie spędzę kilka chwil w wygodnym lokalu, a tu psikus. Nie dość, że duszno i gorąco oraz długa kolejka, to jeszcze potem oczekiwanie na przygotowanie na stojąco obok kasy zaglądając innym ludziom w talerze i przepychając się z innymi osobami stojącymi w kolejce lub szukającymi miejsca…

Wreszcie w domu – niezbyt miłe zaskoczenie. Nasłuchałem się niestworzonych historii o tej restauracji, a w dużej mierze zjadłem ryż i szaszłyki z kurczaka pogryzając rzodkwią i kiełkami. Koreańska kapusta była strasznie kwaśna a sałatka z glonów mdła. Kurczak nie był niczym specjalnym, ryż też nie. Efekt był taki, że praktycznie całą kapustę i pół sałatki z glonów wyrzuciłem razem z opakowaniem. Samym daniem się obżarłem, jak to z reguły podczas jedzenia w dalekowschodnich restauracjach.

Ale cóż – nigdy nie byłem w Korei i raczej się nie wybieram. Najwyraźniej może po prostu nie jestem amatorem tamtejszych kulinariów…

5/10

2 uwagi do wpisu “Miss Kim Chi

  1. Nie słyszałam o tym miejscu 🙂 Sałatka z glonów? 🙂 Ja bym się chyba nie odważyła, jestem bardzo wybredna pod względem jedzenia i lubię tylko polską i włoską kuchnię 😀 🙂

    Polubienie

  2. Nie jestem w stanie wytrzymać tych kolejek, tego stania nad głowami innych, i wyczekiwania na miejsce, gdzie nawet nie ma jak stanąć.
    Latem mają ogródek i tak naprawdę tylko tam można wygodnie usiąść.
    Chodziłam tam czasami latem, ale ostatnio mam wrażenie, że dostaje nie kurczaka w sosie a sos z kurczakiem.
    Bardzo bardzo lubię ich sałatkę ziemniaczaną – chociaż zawsze to dla mnie dziwne połączenie ryż z ziemniakami.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s