Białowieża

Z Victorii w Bolszewie czekała mnie prawie 600 km-owa trasa. Wyruszyłem ok. 10 po załatwieniu kilku spraw na miejscu. Po drodze musiałem zatrzymać się w okolicznym Macu, gdzie spotkałem Tymona Tymańskiego jak knuł coś z jakimś nowym zespołem.
Ale wracając do podróży – teraz dosyć szybko robi się ciemno, bo już po 15. Musiałem więc odwrócić kolejność – eksperyment od razu po przyjeździe, a zwiedzanie z rana nastepnego dnia. Nie byłem specjalnie pozytywnie nastawiony do dalszego procesu badawczego dlatego już przed Białowieżą zacząłem rozglądać się za noclegiem. Było to trochę bezsensowne, bo Białowieża bije na twarz wsie otaczające Słowiński Park Narodowy oraz Licheń jeśli chodzi o liczbę noclegowni. Może dlatego, że z całej trójki jest najbardziej atrakcyjna turystycznie przez cały rok? Tak czy owak nadzieje od razu opadły jeszcze niżej. Noale – sprawdzić trzeba.

Eksperyment 

Już przy samym poszukiwaniu był duży problem, bo wiele domów nie spełniało założeń metodyki albo zwyczajnie nie posiadało dzwonków, za pomocą których mógłbym się skontaktować z mieszkańcami. Po jakichś dwudziestu minutach błądzenia trafiłem do pierwszego odpowiedniego domostwa. Po standardowych trzech dzwonkach zszedłem ze schodów prowadzących do drzwi domostwa. I akurat pod bramę podjechał samochód, z którego po chwili walczenia z różnymi torbami wysiadła pewna pani. Upewniłem się, że to jej mieszkanie, a później opowiedziałem o eksperymencie.

„Idę do pracy” odparła.

„O tej godzinie?” zapytałem od razu. Było około 19.

„Tak, wpadłam tylko po kilka rzeczy.”

„A tam w środku nikogo nie ma? Pali się światło”

„To ja zapomniałam zgasić”

„Dobrze. Dziękuję”

Ruszyłem dalej. Kolejny dom, który spełniał założenia nie miał dzwonka przy bramie, ale jednoczesnie ta ostatnia była otwarta. Obszedłem go więc dookoła i zadzwoniłem raz, drugi i… Otworzyła mi kolejna kobieta. Kiedy usłyszała, że to eksperyment społeczny, od razu zaprosiła mnie do środka. Gdy zaś dowiedziała się, o co chodzi, zamiast podziękować, poprosiła o dokumenty. Oniemiałem i od razu powiedziałem, że jest pierwszą osobą w Polsce, z tych, które spotkałem, która mnie tak pozytywnie potraktowała. Podałem jej dowód i prawo jazdy, gdzie na zdjęciach wyglądam trochę inaczej, bo mam jeszcze długie włosy. Nie mam za to owłosienia na twarzy. Nie do końca chciała uwierzyć, że to ja. Zrezygnowany już zacząłem dziękować i zbierać się do wyjścia, ale poprosiła, żebym poczekał i ją przekonał…

Podekscytowany opowiedziałem jej o szczegółach, pokazałem pierwszego posta i zdjęcia na telefonie, na których jeszcze mam długie włosy, a jednocześnie trochę więcej niż 18 lat. I… Beng! Zostałem zaproszony do pokoju, w którym normalnie sypia jej wnuczka, kiedy ją odwiedza. Nawet nie musiałem wypakowywać swojego łóżka! Możecie sobie tylko wyobrazić, co czuje człowiek po 14 odrzuceniach w dwóch regionach, w tym w miasteczku uchodzącym za święte, kiedy wreszcie dostaje opcję noclegu. I to jeszcze z wyżywieniem, bo gospodyni sama zaproponowała, że poczęstuje mnie gołąbkami z opieńkami i mięsem.

Pierwszy raz jadłem gołąbki z opieńkami. I oczywiście były przepyszne. Później chwilę porozmawialiśmy i poszedłem spać, by zgodnie z ustaleniem następnego ranka podwieźć gospodynię do banku i odwieźć ją do pracy. Nad ranem dostałem od niej jeszcze kubek gorącej herbaty z tekstem, który przynajmniej moim zdaniem dosyć zabawnie odnosi się do całej sytuacji:

Po wykonaniu mojej części umowy, rozstaliśmy się i udałem się do puszczy.

Widoki w niej nie są niestety niczym powalającym. Szkoda jednak, że nie mogę przekazać Wam dźwięku. Kilkakrotnie próbowałem go nagrywać, ale niestety telefon ma zdecydowanie za słaby mikrofon by zebrać te różnorodne a niespotykane w innych lasach trele, krakania i stukot dzieciołów albo i chrobot jakiegoś większego zwierza poruszającego się za zasłoną drzew i szuwarów.

Niespodzianka!

No ale kurczę mać, przecież byłoby za miło, jakbym znalazł wreszcie kogoś o złotym sercu, poszedł sobie do puszczy, a potem równo o 10:30 pojechał w stronę Kazimierza Dolnego w poszukiwaniu kolejnych życzliwych (albo chociaż przygód). Coś się musiało spieprzyć i akurat tym razem był to samochód. A do tego bardzo niski poziom naładowania baterii telefonu. Efekt był taki, że zostałem z 4% z dala od wszelkich siedlisk ludzkich i skazany na jednego specjalistę, który jechał spod Białegostoku…

Na szczęście pojawił się pewien pan z Wrocławia, który zabrał mnie z powrotem do centrum Białowieży i wysadził przy Instytucie Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. Tam przemili ludzie z nieocenionym Panem Jerzym na czele pomogli mi podładować telefon, poszukać alternatywnej pomocy drogowej i pozwolili chociaż trochę się ogrzać. Niestety żaden z okolicznych specjalistów nie był w stanie pomóc mi na miejscu i trzeba było ponownie wzywać fachowca z Białegostoku, który przez to, że musiał podróżować spory kawał odpowiednio sobie policzył…

A ja na razie zjechałem do pit stopu i przerwałem mój eksperyment… Akurat kiedy zaczynalo się robić obiecująco…

Na dniach na pewno dowiecie się, co dalej.

A dla tych, którzy w ogóle nie wiedzą:

O co tutaj chodzi?

Preludium

I etap eksperymentu

II etap eksperymentu

14 uwag do wpisu “Białowieża

  1. Zerknęłam na całą idee Twojego eksperymentu i jestem naprawdę pełna podziwu dla Ciebie i dla Tych nielicznych, którzy wzięli Cię od swój dach. W sumie, to patrząc co się dzieje na świecie wcale mnie nie dziwi, że w każdym obcym widzą od razu „podejrzanego typa, któremu nie można ufać”. Świetny temat do opisania na blogu 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Powerbanki Powerbanki. Serio, warto mieć iwarto mieć naładowane. Tanie są względnie a dupsko uratować potrafią.
    Co więcej, ostatnio widziałem takie które mają wystarczają moc żeby w podbramkowej sytuacji pomoc w rozruchu auta :-).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s