Słowiński Park Narodowy

Do Słowińskiego Parku Narodowego dotarłem około 14, a już zaczynało się powoli robić ciemno… Cisza, spokój i samotność, która skłania do refleksji. Jeśli nie zależy Ci na wygrzewaniu tyłka na słońcu tylko na pięknych widokach i szumie fal, to nie wiem, czemu Cię tu ze mną nie było.

Pusty parking

Pusta droga

Pusta plaża (nie można nawet narzekać na parawany!)

Podsiadeł, znalazłem Twoich fal! Nawet dużo.

No i zamknięta kasa, więc wszyściutko kompletnie za darmo 😛

Widoki wciąż powalające, a łażenie po wydmach to niezłe cardio, szczególnie jak bez kilkugodzinnego odpoczynku idzie się w tę i we w tę 🙂

Wielkość tych piaszczystych górek jest też dosyć powalająca. Kiedy szedłem lasem, w pierwszej chwili pomyślałem, że to, co się wyłania spomiędzy drzew to jakaś hala w dosyć jasnym kolorze:

Same wydmy też dosyć nieźle widać z okolicznej wsi – Smołdziński Las, jak wyraźnie górują nad drzewami. Coś niesamowitego…

Eksperyment

I jak myślicie? Udało się tym razem? 🙂

Pierwszą osobą, która do mnie wyszła była pani w średnim wieku w miejscowości Smołdziński Las. A mieszka w naprawdę pokaźnym domu.

Kobieta1: Słucham?

Szaman: Przeprowadzam eksperyment społeczny. Szukam noclegu – w zamian mogę pomóc coś w domu albo na przykład obiad ugotować…

K1: Panie! Ja nie mam miejsca. Cała góra w remoncie! Do sąsiada pan idzie, on ma więcej pokoi! (tutaj pokazała palcem na dom po drugiej stronie ulicy, który wyglądał dosyć biednie i był na tyle zaniedbany, że opadał z niego tynk) 

Drugi był pan z Łokciowa posiadający niezbyt dużego, ale jak ostrzegała plakietka, groźnego psa. Zanim zdążył podejść do furtki ostrzegł mnie jeszcze tubalnym głosem, żebym uważał, bo pies jest groźny. Kiedy usłyszał „eksperyment społeczny” trochę stężał, a kiedy dowiedział się, że chodzi o nocleg od razu podziękował.

Potem spróbowałem szczęścia w Klukach, ale tam były albo niezbyt zamożne domostwa, a takie omijam (jak mówiłem nie zależy mi na wbiciu się do kogoś nieważne co) albo znowu jakieś ośrodki i restauracje. W Klukach też stwierdziłem, że zacznę dalsze poszukiwania już w drodze do Białowieży. Szczególnie, że jak ustawiłem GPSa, okazało się, że czeka mnie !ponad 600 km trasy!

Po drodze znowu był Smoldziński Las, w którym dodzwoniłem się do jednego domostwa.

Kobieta 2: Kto tam?

Szaman: Możemy porozmawiać?

K2: Ale w jakiej sprawie?

Sz: No wolałbym nie krzyczeć przez drzwi…

K2: Proszę pana, ja tu prowadzę ważną rozmowę biznesową!

Przedłem na drugą stronę ulicy i zacząłem dzwonić do domu naprzeciwko. Kilka minut później usłyszałem zza swoich pleców głos tej samej kobiety.

K2: Halo! Co pan chciał?

Sz: Już biegnę, proszę nie krzyczeć

Zgodnie z zapowiedzią przebiegłem z powrotem.

Sz: Przeprowadzam taki eksperyment społeczny na temat polskiej gościnności i…

K2: Tak, tak, później oddzwonię. Przepraszam.

Sz: Ale nic nie szkodzi, ważne, że Pani do mnie wyszła!

K2 (z wyższością): Nie pana przepraszałam, tylko mój telefon biznesowy. Słucham.

Sz: No to ja przeprowadzam taki eksperyment społeczny na temat polskiej gościnności i byłem już w jednym mieście i nie wyszło, tutaj kilka osób też już mnie odrzuciło…

K2: Proszę pana, ja bym pana nawet przyjęła i należycie pana ugościła, ale już jest późno… (była raptem 17, ale fakt zrobiło się już wieczornie)

Sz: To ja już dalej nie mówię, bo pani i tak się nie zgodzi…

K2: Ale nie! Proszę mówić!

Sz: W tym eksperymencie chodzi o nocleg.

K2: Aha. No to nie.

W Smoldzińskim Lesie już nikt więcej mi nie otworzył. Tylko w drzwiach domostwa naprzeciwko mieszkania Pani-Wykonującej-Bardzo-Ważną-Rozmowę-Biznesową pojawił się nagle jakiś barczysty facet z telefonem komórkowym i dosyć uważnie mnie obserwował jak wracałem z kolejnego nieudanego poszukiwania. Może był zły, bo mu przerwałem Bardzo-Ważną-Rozmowę-Biznesową z panią z naprzeciwka?

Smołdzino.

W Smołdzinie odwiedziłem Wesołego Pana, Pana Hippisa i Kobietę 3.

Wesoły Pan przywitał mnie dosyć wesoło. Kiedy powiedziałem mu o eksperymencie społecznym i noclegu uśmiechnął się tylko szeroko i tak stał uśmiechając się do mnie. 

Szaman: To tyle.

Wesoły Pan: Aha. To nie jestem zainteresowany.

Właściwie potem, jak już odszedłem, trochę żałowałem, że się powstrzymałem i nie zacząłem sprzedawać, kiedy Wesoły Pan był taki Wesoły. W końcu mogłem podejść bliżej po przedstawieniu mu mojej standardowej dla tego eksperymentu oferty i zapytać go z lucyferycznym uśmieszkiem: „So tell me, what is your deepest, darkest desire?”

Może wtedy bym coś wskórał. Chociaż niekoniecznie to, o co mi chodzi, noale…

No ale też nie o to chodzi w tym ekspetymencie, żeby handlować i się targować, prawda? Tylko znaleźć czyste, gościnne, polskie serca, które jak na razie wyraźnie omijam bardzo szerokim łukiem. Albo też zgodnie z moim wstępnym założeniem – zwyczajnie nie istnieją, a utrzymywanie tych przysłów po wojnie to czysta bujda na resorach, która pozwala nam się lepiej poczuć i chociaż minimalnie zmniejsza emigrację z tego smutnego kraju.

Pan Hippis ni z gruszki ni z pietruszki wyszedł ze swojego garażu, kiedy przechodziłem obok i do mnie pomachał. Wyraźnie bardzo się zdziwił, kiedy z radością oparłem się o jego ogrodzenie i zaprosiłem go do rozmowy. Jego rezon zupełnie zniknął, gdy usłyszał słowo eksperyment społeczny. Pozwolił mi jednak wyjaśnić o co chodzi, by skwitować: „Nie, to niestety nie uda się u nas”.

Kobieta 3 zwyczajnie podziękowała za to, co miałem do zaoferowania. Nie uśmiechała się, ani nie tłumaczyła. Właściwie to byłem jej wdzięczny, bo była dzisiaj chyba pierwszą naprawdę szczerą i życzliwą osobą, która też mnie potraktowała jak szczerą osobę…

W okolicy nie było żadnych kościołów. Ruszyłem więc w stronę Białowieży. Odezwał się tinder. Jeszcze Wam o tym nie mówiłem, ale żeby zwiększyć swoje szanse, jeśli dam radę, to odpalam też w miejscowościach na mojej mapie tindera. W końcu to zupełnie inny rodzaj ludzi niż ci, których mogę spotkać podczas pukania do sześciu domostw i na plebanię.

Nowa nadzieja obudziła się w moim smutnym serduszku.

Wracając jednak do plebanii – dojechałem już do Główczyc, bo co ciekawe w okolicach Słowińskiego Parku Narodowego prawie w ogóle nie było kościołów! Zatrzymałem się i po kilku dzwonkach, wstępnie zawiedziony, odszedłem w stronę kościoła – była jakaś 18:45. Liczyłem, że złapię jednego z księży, jak będzie wychodził po zakończonej mszy i z nim pogadam. Ale nie. Nagle z Plebanii wybiegł woźny i mnie zawołał. Ochoczo przyszedłem, zaprosił mnie do środka i zaczął wypytywać o szczegóły. Podałem mu kilka zdań. Skwitował je:

„No my też przeprowadzamy eksperyment społeczny z gościnnością. Mamy panów, którzy nam robią remont i oni wszyscy śpią na plebanii. Nie wiem, czy będzie miejsce.”

Szaman: To może ja z księdzem proboszczem porozmawiam? Mam swoje łóżko w samochodzie!

Woźny: A to proszę poczekać (postawił mi krzesło. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło).

Sz: To ja bym jeszcze skorzystał z toalety.

W: Proszę bardzo! 

Kiedy wróciłem, pewny siebie zasiadłem na krześle naprzeciw woźnego i zacząłem mówić mu o szczegółach eksperymentu. Ten im dłużej słuchał o bezdomnych i powiązanych z tym tematem problemach z alkoholem i narkotykami, tym bardziej jego mina żedła. Zaczął kwestionować wszystko, co mówię, pytać mnie, czemu udaję się na plebanie, a nie do urzędów czy domów kultury (sic!) i ogólnie zrobił się nagle strasznie opryskliwy. Mocno też skupił się na uzależnieniach mimo że nie one są sednem problemu i zaczął mi sugerować, że sam jestem pod wpływem alkoholu (sic!), co dosyć szybko skwitowałem tym, że raczej nie mogę, bo podczas całego eksperymentu poruszam się samochodem. Zaczął mi też opowiadać o schroniskach organizowanych przez kościoły dla osób z problemami z uzależnieniem (mimo że jak mówiłem, nie one są sednem problemu!). Do tematu schronisk wrócę jednak chętnie podczas podsumowania eksperymentu…

Kiedy wróciłem do pomysłu rozmowy z księżmi, woźny nagle stwierdził, że to niemożliwe. Tak więc już nawet nie oniemiały nagłą zmianą serca, a po prostu zwyczajnie zawiedziony, podziękowałem i odszedłem. Wciąż się jednak zastanawiam: o co chodzi? O to, że zgodnie z prawdą powiedziałem mu, że przyjeżdżam z Warszawy? Czy może miał jakiś problem alkoholowy w rodzinie, bo ciągle do tego wracał i chciał mi udowodnić jak mało wiem mimo że wciąż mu przypominałem, że wcale nie to jest sednem poruszanego problemu? Nie wiem i się już chyba nie dowiem, ale zamiast noclegu, dostałem od niego chyba najgorsze przeciągnięcie z całego dotychczasowego pakietu odrzuceń kochanych, jakże gościnnych rodaków.

Nie przebiła go nawet dziewczyna z tindera, wyciąg z rozmowy z którą zamieszczam poniżej:

Koniec końców, po tych wszystkich perypetiach, wylądowałem w Hotelu Victoria w Bolszewie. No i jako, że byłem w Victorii, to musiałem przecież wypić Ballantine’sa xD

I w sumie to chyba mi już tylko smutno, że tuż po moim przyjeździe zamknęli basen. Może niektórym byłoby smutno, że tyle ludzi go odrzuciło, ale już od stosunkowo dawna nie mam szklanego tyłka 😉 Gdybym miał to nawet nie próbowałbym swoich sił w takim eksperymencie albo pewnie zakończyłbym po Licheniu. Teraz to, jak coraz zabawniej jestem traktowany to chyba tylko woda na młyn, żeby chociaż częściowo obalić kolejny, durny mit, w którym jako naród próbujemy się za wszelką cenę utrzymywać : ]

Noale z drugiej strony zawsze pozostaje mi wróżba, którą dostałem wchodząc do Victorii od Tymbarka (to im się wyjątkowo udało, choć zawsze może po prostu okazać się tylko chichotem losu):


Sprawdź, o co tutaj chodzi:

https://szaman.biz/2018/11/16/the-shamanistic-trip/ 

Zobacz I etap szamańskiej podróży

https://szaman.biz/2018/11/18/nagly-napad-goscia/

I drugi:

https://szaman.biz/2018/11/19/lichen/

7 uwag do wpisu “Słowiński Park Narodowy

  1. You’ve been hit by,
    You’ve been hit by,
    The Groźny Woźny.

    Swoją drogą, podoba mi się jak woźny podejmuje w imieniu gospodarza plebani decyzje kto może a kto nie może nocować w ów przybytku.

    Tak z z punktu widzenia metodyki – nie wiem czy nie robisz błędu mówiąc na wstępie że robisz eksperyment jakiś. Wydaje mi się że ludzie mogą się mentalnie jeżyć, wiedząc że są królikami doświadczalnymi. Albo po prostu zapala im się lampka odstępstwa od codzienności i się jeszcze bardziej jeżą. Ślepa próba byłaby tu chyba bardziej wskazana.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To musiałbym się jeszcze ubrać jak dziad. Nie sądzisz, że jeszcze bardziej nienaturalne jest to, że młody człowiek w wieku produkcyjnym, nie wyglądający na bezdomnego szuka noclegu we wsi? Chętnie podyskutuję o metodyce jak ją podsumuję w ostatnim poście. To w końcu badanie tak zwane eksploracyjne. Oczywiste, że popełniam dużo błędów 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s