Muzeum na zamku w Łęczycy

12 lat temu miał miejsce schyłek mojej fascynacji Słowiańszczyzną, w tym też zagadnieniami związanymi z tym, w co nasi praprapradziadowie wierzyli. Jakoś tak w tym samym czasie wpadłem w jednej z popularnych gazet na felerny artykuł o mieście królewskim Łęczycy, gdzie miał się znajdować potężny zamek, w którym podobno rezydował sam naczelny polski diabeł szlachcic, eksdemon słowiański – Boruta. W zamku, jak ciągnął artykuł, znajdować się miało muzeum z demonicznymi figurami z całej Polski. Wyobraźnia rozbudzona 12 lat temu nie dawała mi spokoju i prób dostania się do muzeum było kilka.  Męczyłem rodziców praktycznie za każdym razem, jak na przestrzeni lat mijaliśmy Łęczycę, raz wreszcie wymęczyłem ich żebyśmy pojechali konkretnie tylko po to, by zwiedzić muzeum. Które, jak na złość, było wtedy zamknięte… No ale, wreszcie jestem dorosły, mam samochód, sam decyduję!

Zadzwoniłem do muzeum, żeby się upewnić, czy mają otwarte (już w czasie tego weekendu majowego naciąłem się na conajmniej kilka przybytków, które w Internecie ogłaszają, że są otwarte, a na miejscu czeka karteczka z nagryzmolonym krzywo, że sobie urlopują w majóweczkie).

Wracając do opowieści – po pięciu sygnałach odebrała pani, w której głosie słychać było, że sądzi, że mi robi łaskę, że odbiera telefon. Dawno nie rozmawiałem z kimś, od kogo tak trudno było wydobyć podstawowe informacje mimo że na tym przecież polega jej praca… No ale cóż, po kilku minutach nieprzyjemnej rozmowy dowiedziałem się, że diabły w muzeum nadal są i że dzisiaj jest otwarte tak jak napisali na stronie do 17:00. Po 12 latach czekania wreszcie zmierzę się z legendą naczelnego polskiego diabła! Co z tego, że to ponad 130 km w dwie strony! Na chwałę cudownej kulturze polskiej! Pojechałem…

…po to, żeby w całym kilkupiętrowym zamku znaleźć jeden pokój z wątpliwej jakości przede wszystkim drewnianymi statuetkami. Żeby nie było, zajrzałem wcześniej na stronę muzeum łęczyckiego. Pogrubioną czcionką mają tam napisane:

Zrzut ekranu 2018-05-04 o 18.32.05

170 rzeźb = 170 statuetek, z których kilka można nazwać rzeźbami (a i to dosyć wątpliwej jakości). Trudno nazwać rzeźbą coś, co ma mniej niż 20 cm, wykonane jest z niepomalowanego drewna i „artyście” ją wykonującemu nie zajęło pewnie nawet jednego dnia…

Tematyka demoniczna zaś = Boruta Sowa 1, Boruta Sowa 2, Boruta w czapce rogatywce, Boruta na kogucie w jednym kapciu w drugim bucie, Boruta Boruta. Okej.

Głównie prace łęczyckich twórców ludowych = chyba ponad 80% prac wykonanych jest przez 4 powtarzające się w kółko nazwiska, które przynajmniej w mojej głowie nie zapalają żadnej lampki… A ok. 40 km od Łęczycy jest Łódź, która ma swoją ASP i myślę, że chętnie podzieliłaby się talentami w imię polskiej kultury…

Bardzo pięknie podobierał słowa najpewniej jakiś okoliczny pisarz przygotowując stronę dla muzeum. Szkoda, że popełnił podstawowy błąd reklamiarski – tak zwany overpromise. Człowiek po tym tekście jadąc do Łęczycy oczekuje największego w Polsce muzeum rzeźby demonologicznej, a dostaje ponad 150 ledwo ociosanych, drewnianych klocków…

Moi rodzice wśród znajomych mają artystów także rzeźbiących w drewnie. Jako dziecko byłem conajmniej w kilku pracowniach i takie bałwany, za jakich obejrzenie w muzeum łęczyckim płaci się co prawda nieduże, ale zawsze pieniądze, wspomniani rzeźbiarze ukrywali w czeluściach swoich pracowni jako niedoróbki. Za darmo lepsze rzeźby w drewnie zaś można zobaczyć na terenie mazurskiej Galindii, jako część kompleksu wypoczynkowego inspirowanego słowiańszczyzną. To nie koniec – jakiś czas temu napisał do mnie przez mojego facebooka Andrzej spod Łodzi, który z pasji rzeźbi w drewnie. To, co mi pokazał na szamańskim messengerze było o niebo lepsze od tego, co mogłem obejrzeć w Łęczycy… Z tego też powodu całokształt ekspozycji zaleciał mi inicjatywą: „Ej robimy muzeum w zamku, a śwagier rzeźbi w drewnie. Niech narobi diabołów, będom się ludzie cieszyć!”

Doświadczenie oferowane w muzeum ratuje to, że w cenie biletu można się udać do zamkowej wieży. Widok z niej nie powala, ale sama podróż przez nieoświetlone, surowe korytarze sprawia, że człowiek może się poczuć jak w baszcie samego generała piekieł. Szkoda, że to wszystko zostaje chwilę później zepsute przez łazienkę, w której brudne ręczniki papierowe wysypują się ze śmietnika, a w żadnej z trzech kabin nie ma papieru toaletowego…

Piękna historia, jeszcze piękniejsze legendy, a co za tym idzie – ogromny potencjał marketingowy. Wszystko zmarnowane na typowe, polskie „śwagrowanie”. Kurwa mać, jak można…

4 uwagi do wpisu “Muzeum na zamku w Łęczycy

  1. Diabelski chaos łazienki rekompensuje braki muzeum.
    Bo do tego trzeba nie okoliczności czy miejsc, ale pasji.
    Red. Stanisław Zagórski sam stworzył podwaliny pod Muzeum Demonów, Straszydeł i Niesamowitości.
    Kto wygoogluje, znajdzie gdzie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s