Drzwi na rzepy

Mam przywarę, której skutki są prawie zawsze albo dobre, albo złe. Rzadko obojętne…

 

2014, zima

Miejsce: Wydział psychologii UW

Uczestniczyłem wtedy w ostatnich na tym wydziale zajęciach Doktor Katarzyny Walewskiej – „Self experience – trening terapeutyczny”. Polegały na grupowej psychoanalizie, która miała pomóc nam w samodzielnym prowadzeniu terapii. Często zostawałem po warsztatach i rozmawiałem z prowadzącą. Trudno przecież w Polsce znaleźć lepszą od niej ekspertkę psychoanalizy, a „Wstęp do…” Papcia Freuda to książka, która skłoniła mnie do tego by w ogóle się na psychologię wybrać. Po kolejnych już zajęciach, kiedy odprowadzałem Doktor Walewską do windy i zwyczajowo wziąłem Jej torbę, zdiagnozowała wspomnianą przywarę.

– Nie ciężko tak Panu ciągle pomagać ludziom?

– Od kiedy pamiętam, to po prostu tak mam, że pomagam. To coś złego?

– To nie jest ani dobre, ani złe, jeśli to Panu nie przeszkadza. Ale Pan ma po prostu kompulsję pomagania.

– Dlaczego kompulsję? Mogę się od tego powstrzymać, jeśli chcę.

– Ale Pan nie chce.

Dziwnie się czułem. Jak to niedawno ujął Dawid z Marzenia w Cele, „jakby chciała mnie obrazić tym komplementem”.

 

15 marca 2017

Miejsce: Grupa Klub Ch^jowych Artystów

Pewien chłopak od kilku tygodni dostawał na grupie ostry wpierdol. Kreska, koncepcja i naiwność komiksów, które tworzył sprawiły, że uznałem, że dopiero zaczyna. To nie był też pierwszy raz, kiedy Ch^jowi Artyści okazywali się jeszcze bardziej ch^jowymi ludźmi. Praktycznie ze wszystkim tak jest, że jak ktoś zaczyna, to mu słabo idzie. Jak się początkującego zgnoi, to nic nie zrobi albo zostanie przez nagany wypaczony (ja np. przez to, że spotykałem się z negatywnymi komentarzami na temat mojej prozy, ciągle jeszcze nic nie wydałem, a piszę w miarę systematycznie od 10 r.ż.). Z tytułu początków chłopaka i lawiny hejtu, która na niego spadała, zdecydowałem się mu POMÓC. Zacząłem od konstruktywnej krytyki (przy kwestiach początkującego „komika” pozostawiłem avatar):

DNR1

DNR2

Potem, jako że, przynajmniej przez chwilę, treści produkowane przez początkującego „komika” trochę się poprawiły, broniłem go przed następnymi falami hejtu. Kiedy po długich wojnach jeden z jego komiksów był już całkiem niezły i osiągnął pułap ok. 350 pozytywnych reakcji a hejt zdecydowanie się wyciszył, opuściłem posterunek Anioła Stróża z poczuciem spełnienia misji.

Minął pewnien czas.

Od jakiegoś miesiąca czy dwóch zaczęły docierać do mnie kreacje o dennym poczuciu humoru, poplątanej historii i wciąż tak samo słabej kresce. Pod nimi pojawiały się kolejne fale hejtu, ale za to pozytywnych reakcji było już znacznie więcej niż na początku. Do tego autor „Drzwi na rzepy” najpewniej dzięki pozytywnym reakcjom pod swoimi potworkami, dostał pracę w jednej z firm zajmujących się tworzeniem, co prawda popularnej, ale zawsze kultury. Może na wyrost, ale w pewien sposób czuję się winny, bo chyba niestety wspierałem tego TFUrcę w jego początkach. Kto wie, może gdybym w marcu trzymał palce na uwięzi, dzisiaj Internet byłby chociaż trochę lepszym miejscem?

Z resztą, oceńcie jakość tych wytworów współczesnej „kultury” sami:
https://www.facebook.com/drzwinarzepy/

Ja oceniam je z bólem serca: 1,5/10

12 uwag do wpisu “Drzwi na rzepy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s